Jedziemy pod namiot!

Ustalmy jedno – należymy raczej do osób, które lubią wygodę. Ciepłe i miękkie lóżko, wieczorny prysznic, własna CZYSTA łazienka. Właśnie dla tego staraliśmy się omijać tego typu przygody. Człowiek swoje lata ma i wracanie do dziecięcych atrakcji raczej nie było naszym priorytetem.

Niestety (albo stety) pod namową dzieci i znajomych zdecydowaliśmy się wybrać całą rodziną na kilka dni pod namiot. Lockdown i cała sytuacja z pandemią troszkę nam w tym pomógł, gdyż podróżowanie było dość mocno ograniczone więc lepiej wyjechać gdziekolwiek niż siedzieć w domu.

Nasza Zielona Dziura ma to do siebie, że gdzie nie spojrzysz tam jezioro, więc wystarczył szybki rzut oka na mapę i jest! Wybór padł na Jezioro Nidzkie i miejscowość Jaśkowo. Polecane przez wielu pole namiotowe nad samym brzegiem.

Spakowani! Pora ruszać w drogę

Opinii w internecie, sprzecznych jest o tym miejscu wiele. Miejsce piękne ale niezadbane. Jezioro blisko, ale mały bar. Nowe prysznice ale wysokie opłaty. To tak z grubsza… a teraz to co my zobaczyliśmy.
Jaśkowo znajduje się w części „warszawskich Mazur”. Sama wieś i okoliczne w większości wykupione, wyremontowane i zamknięte przez zamożniejszą część z naszych Południowych Sąsiadów. Miło się jednak spaceruje oglądając zza płotu krajobraz nawiązujący do architektury budynków Mazurskich. Tak też jest w Jaśkowie więc krótki spacer po wsi polecany.
Do pola biwakowego które wybraliśmy prowadzi wąska droga na której początku znajduje się malutki, ale zaskakująco dobrze zaopatrzony sklep (hitem okazały się świeżutkie jagodzianki).

Wjeżdżając na pole zobaczycie…szlaban-taki prawdziwy z poprzedniej epoki oraz wąską drogę wyłożona płytami żelbetonowymi. No widok nie zachęca! Do tego człowiek w budce przy szlabanie, po naszym zapytaniu czy możemy przejść się po polu i zrobić oględziny z irytacją powtarza, że najpierw się PŁACI, odarł nas z nadziei, że wypad przetrwamy bez nerwów.

Chwila zastanowienia i decyzja…płacimy ok 40zł na 4-os rodzinę i zostajemy na początku jedną noc. Wjeżdżamy!

Po kilku metrach znaleźliśmy się na wzgórzu z widokiem na piękne Jez. Nidzkie. Nowo usypana plaża, odremontowane pomosty i sporo żaglówek zacumowanych przy brzegu. Widok obiecujący. Namiot rozstawiamy przy samym jeziorze, ale w niewielkiej odległości laskiem do latryn (pamiętamy o dzieciach😊

Po godzinie jesteśmy już rozpakowani, wskakujemy w stroje i dajemy nura w jeziorze. Brzeg super. Ogrom piasku. Dzieci szaleją. Plaża jak się dowiadujemy jest popularna wśród „Lokalsów” co potwierdza nasz świetny wybór.

Gęstość namiotów spora jak na okres pandemiczny, ale miejsca na tyle wystarczyło, że czujemy się komfortowo. Ujść z pitną wodą co kilka metrów, podobnie jak opróżnianych śmietników. Ogólnie jest całkiem czysto.

Na kolację zaplanowaliśmy ognisko. Miejsce wyznaczone niedaleko. Przy nim wiata ze stolikami i obok zlew. Daliśmy radę bez problemu. Boisko do piłki siatkowej pomogło nam spalić nadmiar kalorii.

Następnego dnia rano spacer do baru i ciepła kawka. Po powrocie śniadanko pod wiatą i rozpoczynamy kolejny dzień kempingu.

Kąpiel w jeziorze, wyprawa kajakowa i rowery wodne.

Dzień okazał się za krótki.

Nasz pobyt przedłużyliśmy o kolejny nocleg.

Wyjazd uważamy za bardzo udany i już planujemy kolejny z większą ilością sprzętu do gry i pływania. Miejsce godne polecenia: pole czyste, toalety i prysznice odremontowane. Na terenie sklep i bar w którym grzeszyliśmy frytkami i zapiekankami.

Ale ponad wszystko bajeczna plaża i to co mazurskie najbardziej…JEZIORO CUD!